w mrocznym tyglu złorzeczeń podpinali pod ścianę
gładką śliską rozwartą - nadal pięć koma pięć
wydrapali szacunek i sól sypiąc na rany
pejczem głodnym perwersji rozdzierali wzdłuż cięć
gładką śliską rozwartą - nadal pięć koma pięć
wydrapali szacunek i sól sypiąc na rany
pejczem głodnym perwersji rozdzierali wzdłuż cięć
z woskiem topiąc pogardę podgrzewali meritum
wylewali jak rzekę a wtórował im szum
chorych modlitw co w ciszy tej sięgają zenitu
po próżnicy składanych zagłuszanych przez tłum
wylewali jak rzekę a wtórował im szum
chorych modlitw co w ciszy tej sięgają zenitu
po próżnicy składanych zagłuszanych przez tłum
tak użytek zeń czyniąc ku swej żądzy uciesze
poplamili habity - za przedwczesny ten zryw
i zastygło co miało aż od ust po pielesze
owej chuci bo przecież nie ma świeczki bez gry
poplamili habity - za przedwczesny ten zryw
i zastygło co miało aż od ust po pielesze
owej chuci bo przecież nie ma świeczki bez gry
z cyklu: e-gotyk
2011