piaszczysty
poranek trę oczy zaspana
za
ścianą ujada sąsiadka
świt
wwierca się w głowę podłoga od rana
faluje
jak deki na statkach
w
te pędy do kuchni ślimaczym galopem
chcę
czule przygarnąć lodówkę
otworzę
wybiorę opróżnię a potem
finalnym
beknięciem to uczczę
azymut
kanapa po drodze reguła
za
skarby nie zerkać w lusterko
nie
popaść w depresję być może się uda
z
tą drobną banalną usterką
tymczasem
kac za mną jak kula u nogi
od
ściany do ściany i wkrótce
dzień
mija już wieczór Morfeusz za progiem
z
myszami co śnią się po wódce
kolejny
poranek tym razem bez myszek
bez
kitu świat kręci się dalej
i
tylko znajoma melodia tnie ciszę
Hej barman kielicha mi nalej!
2013