stalowy
golem gładzi wzgórza
z
ust ciekły azot zmywa słowa
kłębią
się chmury idzie burza
w
szklance znów próżni jest połowa
większa
i taka której nie ma
napisz
nas jeszcze raz od nowa
jeszcze
mniej kiedyś więcej nigdy
z
larwy przekształcam się w imago
w
skrzydłach złożonych do modlitwy
niech
mnie w kokony do snu kładą
zanim
koleją rzeczy zwykłych
z
ziemią się stopię w wietrzną całość
napisz
nas jeszcze raz bez rozstań
bez
armii liter co z zapałem
zgliszcz
po spalonych dawno mostach
szuka
jak gdyby mogła znaleźć
miało
w nas zostać coś do końca
a przeminęło tylko z ciałem2014