jak
ćmy mój miły jak ćmy do wolframu
tak
nas do siebie nocami przyciąga
ten
sen co śni się każdemu z osobna
ten
blask piach w oczach gorący od Samum
jest
stół przy stole na krzyż cztery krzesła
na
krzyż na jutro z drzazgami po wczoraj
to
ty i tylko przed tobą się chowam
choć
wiem że nie da się tlić bez powietrza
a
z ust wciąż nowe do góry do lotu
by
znów się spalić bo takie ich role
stos zdań jak kokon zawiśnie pod stołem
już
proch ze skrzydeł już nie ma odwrotu
oddaję tobie na wieczny wolfram
każdą minutę wątły aksjomat
w płucach na mgnienie więcej nie
oddam
nie mam nic więcej nie mam nic
ponad
prosty iloraz – słowa na treści
albo iloczyn – treści przez słowa
wraca pytaniem co będzie jeśli
dotkniesz żarówki zamiast się
chować
ile jest we mnie tego kto
chciałby
światłosztyletem przeszyć cię
całą
chwytając w dłonie tych
rozpostartych
skrzydeł fragmenty zanim się
spalą
gaśnie hologram szukam butelki
jej wyspowiadam czego nikomu
nigdy i zawsze – rozdział zamknięty
nie ma już krzeseł nie ma już
stołu
2013