kiedy
przyjdzie wreszcie
noc
jak antidotum
zedrę
z morfeusza
każdą
z wilczych pokus
chora
na pustynię
wyśnię
sobie źródła
w
siebie wleję z pustych
niech
nastanie próżnia
uwierz we mnie uwierz
завтра сделать пуле
нужно это надо
больше уж не будет
by nie stało wadium
czym nie byłem w tobie
stanem zbyt splątanym
jesteś jeszcze powiedz
czy li cień to tylko
trzyma mnie za rękę
bielą
cieniem ciszą
byłam
jestem będę
szklanką
do połowy
drugim
dnem i trzecim
końcem
noża który
zawsze
tylko w plecy
pędem
co w objęciach
gór
pożera mile
drzewem
bez korzeni
snem
bez świtu - vide!