Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cumy... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cumy... Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 marca 2012

cumy




Mieliśmy po dwadzieścia lat i żadnych wioseł. Tylko perforowana mijaniem łódka
wolumetrycznie podpierała dziobem ciężką od gniazd strzechę. Wypływaliśmy
dopiero wtedy gdy wszystko było już dowyobrażone: jezioro w pełnej gotowości
posłuszne cumy i wreszcie wierny brzeg niezmiennie ten sam odkąd ostatni raz
skończyłam osiemnaście lat. Pamiętam jak uczyłeś mnie przygarniać bezpańskie
ryby a ja nie miałam sumienia konsumować naszych dziewiczych relacji ani
tych krótkich średnio przypadkowych rzutów okiem rozpełzających się po pięcioinii faux pas jak kiepska improwizacja
. Wszystko było niczym dopóki wierzyłam że
to nie zmarszczki lecz wiry a łódka wcale nie nabiera wody.
Dobijaliśmy. Najtrudniej postawić stopę na lądzie podźwignąć gorzki ciężar
czterdziestej drugiej wiosny i wlokąc tren wstydu udawać że jesteś tylko synem.
Ostatni lęg dawno opuścił gniazda.



2011