Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zajezdnia... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zajezdnia... Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 listopada 2014

zajezdnia







wchodzenie i wychodzenie. wejdź  i rozgość się. poczuj jak u siebie w moich betonowych ustach, ciepło-zimnych, dawno wyeksploatowanych przez szukających prawd. prawd, które kurczyły się nieodmiennie, kończyły dokładnie tam, białymi plamami się kończyły na czarnym czarnym podniebieniu. pomyśl. przez chwilę będę tu sama. zanim znajdziesz, nim odrzucisz podręczne schematy, odłupiesz pokłady hipokryzji. przechadzam się właśnie z tej czerni w biel, z siebie w siebie przelewam. czekam. sprawdzam, czy boli taka lepsja, czy da się obliczyć szansę, że zajrzysz i zostawisz ślad. ucho przyłożone do torowiska szczypie - zimna szyna, zimna. miękka i głucha jakby. kurczę, a może to trochę tak, że z wiekiem człowiek staje się kolekcjonerem marnych filozofii – karmi ptaki, ogląda brazylijskie seriale, i w ciepłych pantoflach zastanawia się, gdzie byłby teraz, gdyby dwadzieścia lat temu poszedł w inną stronę. błyski. nadal wybucham, ale stygnę w mgnieniu oka. wszystko przecież da się ostatecznie przespać, rozchodzić, udać, że cytryny są słodkie, a znaczenie ma znaczenie. przychodzą takie dni, że zapominam, jak smakuje cisza. wtedy wychodzę. najczęściej jednak wysiadam.





2014