niedziela, 18 czerwca 2017

żeńcy




u schyłku wiosny kiedy sianokosy
śniło się duszy że posiada ciało
ciężkie od kropel po bezsennej nocy
z wielu uniesień poskładane w całość

w zaspany lazur co ni na sekundę
nie zmrużył oka przepełniony strachem
że jutro przyjdą przyjdzie jutro umrzeć
błahą być stratą pośród tylu straceń

nad nami złoty sierp szykuje ostrze
ruchome pole majaczy cykadą
i tylko dusza śni że będzie dobrze
a nam jest mało 
nam jest ciągle mało

płodzimy sny  
te - wbrew oczekiwaniom
za sierpem gonią gonią za księżycem
i choć skoszone dawno -
odrastają
barwnym łubinem stając się o świcie


2017                                                                              
fot.M.

środa, 24 maja 2017

serce jest plamką na mózgu*

źródło:http://www.portal-pisarski.pl/galeria/zdjecie/5167

i przyjdzie na pewno na zawsze ta noc
na każdą minutę ze stali
że spadną nam wszystkie planety lecz chodź
dziś jeszcze będziemy się bawić

---

stukamy krawędzią rozstania o czerń
gniew topi nam stopy i nagle
pod korą głęboko ty czujesz ja wiem
kiełkuje le coeur w mały fragment

nie dendron a jednak rozrasta się chwast
na przekór przybiera kształt serca
nie chwycisz nie wyrwiesz obrona bez szans
gdy czułość umiera najpierwsza

po wszystkim krzyczymy ty głośniej niż ja
krzyk spływa i drży na powiece
a w głowie jak w klatce kołacze się żal
ten ptak który nie chce odlecieć



* Marcin Świetlicki ('Anioł/Trup')

2017

poniedziałek, 1 maja 2017

maki

fot.MM..







jeśli spadać to z wysoka
szczytem szczytu będąc w pełni
za porożem księżycowym móc się schować
i gdy przyjdzie z rosą w pępku
wu godzina flagę zdejmij
niech celują niech od ziaren pęka głowa

śnią się maki jak tatarak
ciche mokre i bezbronne
puste w środku łodygami znaczą zenit
lata świetlne dzierżą czerwień
nim w powietrzną wzbiją trąbę
nim się pustka gdzieś w przeponie ukorzeni

jeszcze wczoraj takie piękne
lecz im więcej w sercach czerni
tym makówkom bardziej w niczym jest do twarzy
ziarnem skryją się pod ziemią
ziemia miłość odwzajemni
tunelami żył przetoczy jak karmazyn




2017

sobota, 18 marca 2017

nie mam nie




na dobranoc prosto w głowę
między oczy i na wylot
we mnie pręży się podłoga
milihenry we mnie płyną

czule trafiać raz za razem
z takiej pasji arcydzieła
z lewej za a biję z prawej
o podłogę pięści zdzierać

czy to ściana wpół pęknięta
czy to ledwie bruzda w ścianie
wsiąkam w dywan z głową w rękach
jestem tutaj tylko prawie

prawie czujesz pod palcami
strach nie było dotąd strachu
dłoń zaciska się na szyi
zachód źrenic piękny zachód

prawie wierzę że coś znaczę
znacząc sobą pierwszą z planet
blisko słońca ciepło cieplej
zimno mi 
nie zimno 
wcale


2017

poniedziałek, 20 lutego 2017

pit-a-pat





siedząc przez lata na jednej wspólnej gałęzi, zostawiamy ślad. kora w tym miejscu jest bardziej wytarta, ale sama gałąź, wbrew pozorom, nie słabnie – przyrasta, adkrustowana wylewanym brudem kurzem z nieczynnych piór

te zanikają po stronie, z której mamy do siebie bliżej
wzajemne ciepło chroni nas jeszcze w momencie siedzenia, trzyma nas jeszcze a potem my się trzymamy tego ciepła, suchych śladów, wilgotnych śladów, gałęzi i drgań

to gruby konar

czasami jedyną szansą na lot jest spadanie









2017

czwartek, 3 listopada 2016

ulro



nad doliną jozafata
czerń i biel o puchar wiosny
kruszą kopie mnie i ciebie
zgarniam z czoła siwy kosmyk
zobacz lecą na południe
czy to liście czy to wróble

ściskasz mocno do popiołu
i nie zimno nam już wcale
nic że tłuką się policzki
że z paliczków w nagły zamęt
puzzle części kwarce śniegi
nie wiem byt to wciąż czy niebyt

wymieszani pomyleni
z próżnych w puste przesypani
nie potrafiąc się podzielić
sobą z wiatrem hen wzbijamy
w bury tajfun wierząc złudnie

że to liście albo wróble




2016

niedziela, 2 października 2016

pierdylion kursów na cztery pe




rozpalanie ogniska w domu bywa niebezpieczne, mówi hestia, opatrując poparzone dłonie. podmucham i pocałuję, obiecał notos w południe, jednak południe na południu, o tej porze gry, wypada zawsze po zmroku. nocą budzi się hestia i nikt nie dmucha, a przecież przed chwilą była młoda i rumieniła się, gdy koledzy zapisywali na szkolnych ławkach jej inicjały. tak. teraz jedynie rozpala ogniska - im więcej, tym są mniejsze, tym trudniej upilnować, by nie zgasły. ręce spalone do kości, ale lubimy udawać, że wciąż ma skórę, gładką, zajedwabiście gładką, cierpliwą. kolejny poranek przynosi tylko siedemdziesiąt dziewięć nowych stopni i starą ciszę. nawet cerber nie szczeka. wie już, że tam, gdzie śpimy 
jest dom.









2016

poniedziałek, 5 września 2016

miałość




kiedy się miało już nic nic już nie znaczy posiadać
słodki nihilizm bo chleb jednak nie zmienia się w boga
wino i krew komu dziś ego kaganiec zakłada
kto suchą stopą na brzeg stanąć nie zdoła

to pojedynek na czas czas na mnie też nie zaczeka
w sinej sukience ad hoc będzie mi chyba najładniej
hej lustereczko to ja z paletą win na powiekach
czekam by upaść na dno odpocząć na dnie





2016

sobota, 2 lipca 2016

Mogę wypić rzekę krwi i nie pęknę*




nieważne dokąd ani którędy
stokiem a może w żyle kanionu
głodne jak ogień bose jak pielgrzym
poprzez meandry mogił i grobów

jam jest pragnienie
flash flood przed nami
kurczy się ginąc w nozdrzach jedynie
bielutką ścieżką
tajfun-dynamit
zanim w czeluściach pojmie że ginie

ty jesteś chłodem tysiąca rozstań
gdybanym ledwie z dłoni przez maga
światy zamykasz w pięść i na postrach
sączy się rzeka lęków i obaw

nieważne dokąd
to tylko pretekst
sznur który życie wciska nam w ręce
bywa że da się wypić tę rzekę
bywa że można o wiele więcej




*Opowieści z Narnii. Clive Staples Lewis





2016

czwartek, 30 czerwca 2016

twin flames





to ona ta która za obcą tkwi ścianą
miliony lat świetlnych wydarte ze środka
wszechpustki brzemiennej do wczoraj bo rano
coś pękło i nie wiesz czy dusza czy orkan

szaleje pomiędzy częściami co kiedyś
singletem wibracją fotonem do pary
po czasie po sobie po prostu
 - jak niebyt
w połowie w nostalgii za sobą
- nietrwały

to ona ta którą mieć muszę i w której
istniałem a Wybuch zaledwie na mgnienie
podzielił rozerwał tu jedno tam drugie
uwikłał czas w przestrzeń materia gęstnieje



ja gonię on ciągle przede mną ucieka
a z każdym wcieleniem wciąż dalej i dalej
gdzie szukać na czyich dziś bywa planetach
choć nie wiem to jednak podążam wytrwale

za cieniem za słowem za błyskiem fotonem
by spotkać się splątać
 świat zmieść dla zabawy
orkanem rozdmuchać pacyfik jak wodę
w kałuży po burzy być jednym i całym


-------


wyłomem w materii wracamy nie zawsze
bezbłędnie znajdując do siebie szczelinę
odtworzę nas z fali
spokojnie - to łatwe

ty fermion ja fermion - w pogoni za spinem



2016