miasto miesiące dołków i kłód obracam w czas przeszły zrzuć pożółkłe
liście to nie pora na wstyd spuszczam wodę spływa ze mnie ochota
na kiepski fetysz to jedynie cejakcokolwiek nie pozwala się przełknąć
prawda
do znudzenia przypomina prawdę
dom stół w kuchni czysty od kompromisów rozlewam mleko gotowa
wynieść białą flagę wybija zmrok pomięta ścierka nie potrafi zredagować plam
w nic bardziej wzniosłego kończę się zbiorem pożegnalnych charknięć
wracają
nocami na tarczy
pękałam w szwach od milcz szmato do kostek lodu przytulanych nad ranem
kuchnia dom miasto zetrzyj mi z twarzy mgłę rozpleć warkocze prostych dróg
nie mogę trafić
2012