śpię? nie śpię? nie wiem. bo to, że nie śnię od dobrych
kilku dni, to akurat wiem na pewno. dziwny ten stan, nienaturalny, wypełnia
mnie niepokojem sprawia, że czuję się wybrakowana, półpełna, do not
enter - does not exist. ale nie o tym, to przecież tylko tło. blady symptom
zmian, które mi narzucasz. moje niesny rozsiewają się czerwonymi plamami od
prześcieradła po szyję. ciśnie(m)nie. jałowy bezsen. dusi parcie na koniec,
mówisz trzeba, mówisz powinnam, dla twojego dobra - przekonujesz. za naszą wolność i waszą - spycham kpinę
w najdalszy okręg ust. znów tak samo. znów nam biją te złe serca w głowach, na
alarm biją, wpierdalają się w kosmos i nic już, zupełnie nic, nie stoi na
przeszkodzie. wybieram numer. nie powiem ci, że s h e c a t przyszedł
dokładnie w chwili, w której składałam - ze słów, znaków i drgań
składałam ciebie. to tylko ja - chciałabym powiedzieć,
skłamać, udać silniejszą. dozuję się w eter przez kilka sygnałów, zadurzona,
zintegrowana z ciszą, zaaplikowana jak chemia, która wyniszcza, pozwalając
przetrwać. i jesteś. i słyszę cię. skomasowany w brakującym płacie mózgu
stajesz się zmysłem.
2014