im bliżej na tamten tym mocniej chce bić
do rytmu wybija kantaty
tak jakby ponadto nie było już nic
i nic już nie było poza tym
jak wepchnąć do piersi z powrotem ot tak
gdy rwie się szykując do lotu
krew pojąć nie zdoła że błędny to szlak
z którego nie będzie odwrotu
więc tchnienie za tchnieniem a za skurczem skurcz
nadąża choć trud coraz większy
i pnie się pod górę tę najwyższą z gór
jak gdyby mógł na niej być pierwszym
wtem inny ton łamie kantatę na pół
coś ściska coś dusi coś dławi
i ciągnie i ciągnie wciąż ciągnie mnie w dół
już czas przyszła pora zostawić
ten szczyt co pod stopą i we włosach wiatr
skąd puls skoro milczy przepona
bez żalu bez gniewu bez krzyku bo jak
wśród cisz nic się w nas nie dokona
2012