ما شاء الله
mów do mnie in
shaa Allah głosem
zza horyzontu noc rozdarta
krzycz do mnie teraz in
shaa Allah
o nic już więcej nie poproszę
Lazā
łamie się przypływ wbija w progi
korzenie brzozy mrą skoszone
falą co ziemię tnie jak brony
siłą co orze piach jak pole
z piachu powstanę z dźwięcznej gliny
w pył się obrócę przed zachodem
świata na którym obok tkwimy
który za eden dzisiaj biorę
gdy w siódmym niebie gładkim udem
spływa z języka potwierdzenie
ciało wyprężam niczym strunę
myślę niech przetrwa taki eden
lecz nas już nie ma ani trawy
gram się nie został u wybrzeży
dokoła czarny świt i biały
zaczyn księżyca zęby szczerzy
to pierwsza brama pierwsza śluza
ledwie opuszki muska ciepłem
cieplej ci było w moich ustach
przedsmak płomienia czujesz ledwie
to pierwszy moment krótkie lato
szminką po tobie ślad zacieram
Iblis prowadzi mnie na szafot
bo nigdy dość się nie umiera
2013
