Pokazywanie postów oznaczonych etykietą platon... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą platon... Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 listopada 2014

platon




mogłabym godzinami stać przed lustrem. czy mogłabym godzinami stać przed lustrem? próba generalna, lustro i ja. dom kultury - łódzki - a jakże, to i lustro kulturalne, smagłe, otwarte na propozycje. ach i och. tu nagle zdaję sobie sprawę, że moje, dajmy na to, zbrukane odbicie, odbicie nieczyste, chamskie jak poranna kawa, nijak nie pasuje do tego lustra, bądź co bądź, szalenie kulturalnego. sięgam po szczotkę, ogarniam swój blondnieład, niepokorny, nic a nic nie chce przystawać do górnolotnych myśli. lustro, lustereczko skurwiałe, jak ja ciebie nie lubię, zwracasz mi mnie taką płaską i bezużyteczną, nie pocieszasz mnie, lustro, i każesz wyglądać podwójnie. nie wyglądam więc wcale, wyjmuję chusteczkę, grawitacja kopuluje z tuszem, nieudolnie zacieram ślady. taką mnie widzisz. nie! - konstatuję - masz tylko wczorajsze zdjęcie, kod paskowy w mózgu i słowa. znak szczególny - zacięty. wyraz twarzy osłupiałego dziecka, któremu wyrwano misia, pewnej smutnej niedzieli. ruszał się, bolał, trzeba było wyrwać - przypomina mama. krzyk był i płacz, był płacz do porzygania. tak czy siak, nie wygląda to dobrze, nie wyglądamy dobrze, w miarę dobrze, względnie dobrze, ani prawie jak. skrzypią kroki, klamka skrzypi, piszczy przepraszająco - nie jesteśmy już sami. nie wchodzi do ubikacji, staje obok, do ciebie przyszła, rozmazana jak ja, z nosem zaciągniętym na słono. krzyżujemy wzrok, mój niespełna czterdziestoletni, głodny i ciekawy odbić, i jej. jaki? wystraszony? wystraszony, spod chustki w anarchie, spod peruki i bezrzęsia, uciekający, przepraszający, jak ów pisk, ale przede wszystkim wystraszony. chłoniemy więc jej historię bez słów, gubimy włosy, tracimy na wadze, puchniemy, puchniemy od miesiąc, może dwa. więcej nic. nie podejmując tej gry w katatonię, odkręcam wodę, byle tylko nie patrzeć, nie myśleć, nie zgadywać: bez skrzydeł - jeszcze, czy już? bezmyślnie obmywam dłonie, a może umywam ręce, brak odwagi spojrzeć teraz w ciebie. za trudne. zatem rzut - szybki rzut okiem na zegar - minęła godzina. spadam. zostają lustra i lęki.




2014