przez trawy co z liter
sole czerpią zimą
przez beton i złoto
martwy stos obrączek
jak koniec z początkiem
jak początek z końcem
przez wody co wyschły
chociaż miały płynąć
gdy zechciał Bóg złączyć
człowiek niech nie waży
choć waży ta chwila
z prawej ja po lewej
z prawej ja po lewej
jak ziarno na bezplon
wpuszczam pędy w ziemię
bez śladu korzeni
w ziemi wietrząc azyl
zwietrzywszy ni razu
skargi ani grama
nie wyda byś pojął
cisza bywa zgodą
na długo i trudno
czas umiera młodo
ktoś powie to sacrum
we mnie tylko haram
zbyt zimno zbyt lepko
alkor ginie w mroku
ułomny to jeździec
wspak na palindromie
gna pośród i między
popatrz tak się boję
że zniknie zupełnie
zanim znajdę sposób
jak dotrzeć do niego
sama jeszcze nie wiem
by trafić na oślep
dosiąść posiąść zająć
i uciec przed czasem
z prawdą się zmagając
skąd wiedzie ta droga
dokąd droga wiedzie
2015
