wtorek, 27 marca 2012

siódma czterdzieści pięć



dźwięk budzika trepanuje sny. zasysa mnie
kolejny z poniedziałków. punktualnie o ósmej stoję
z kawą na tacy i przez uchylone drzwi przyglądam, jak tkwi

po tamtej stronie.
chyba go budzę - nie pamiętam.
obraz wraca, kiedy kroję chleb. matczyną tkliwością zaczesuję
niepokorny kosmyk, grzbietem dłoni muskając policzek.
kuchnia rozbrzmiewa naszym śmiechem. znika

wyparty ciszą. scena trzecia: miejsce akcji - schody,
czas akcji - zatrzymany. pochylam, by pocałować nieistniejące czoło
i odprowadzam wzrokiem do granic rozsądku. za ostatnią
sosną kończy się galaktyka.


nastawiam budzik na siódmą czterdzieści pięć. uchylam
rąbka tajemnicy. wdech i wydech. zrobiło się duszno
od natłoku fikcji. chwilę później tłumaczę na poezję
z prozy życia to, co jeszcze zostało. a on?

o ile wiem nadal nie żyje




2011

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz