niedziela, 20 października 2013

ćmienie




jak ćmy mój miły jak ćmy do wolframu
tak nas do siebie nocami przyciąga
ten sen co śni się każdemu z osobna
ten blask piach w oczach gorący od Samum

jest stół przy stole na krzyż cztery krzesła
na krzyż na jutro z drzazgami po wczoraj
to ty i tylko przed tobą się chowam
choć wiem że nie da się tlić bez powietrza

a z ust wciąż nowe do góry do lotu
by znów się spalić bo takie ich role
stos zdań jak kokon zawiśnie pod stołem
już proch ze skrzydeł już nie ma odwrotu


oddaję tobie na wieczny wolfram
każdą minutę wątły aksjomat
w płucach na mgnienie więcej nie oddam
nie mam nic więcej nie mam nic ponad

prosty iloraz – słowa na treści
albo iloczyn – treści przez słowa
wraca pytaniem co będzie jeśli
dotkniesz żarówki zamiast się chować

ile jest we mnie tego kto chciałby
światłosztyletem przeszyć cię całą
chwytając w dłonie tych rozpostartych
skrzydeł fragmenty zanim się spalą

gaśnie hologram szukam butelki
jej wyspowiadam czego nikomu
nigdy i zawsze – rozdział  zamknięty
nie ma już krzeseł nie ma już stołu




2013

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz