sobota, 8 listopada 2014

uran






zdążyłam na wenus.  wisiała całkiem majestatycznie, opierając się o krawędź wieżowca. nigdy tam nie byłam. ma jedenaście pięter i kamienne schody. schody wiodą w górę lub w dół w zależności od aktualnego nastroju, można nimi też wejść (jeśli ma się po co) albo zejść (nigdy nie wiesz jak nisko) a nawet można stanąć w połowie i udawać, że znalazło się swoje własne miejsce. zatem stoisz sobie na tych schodach do wenus i myślisz jestem. czujesz się pewnie, bo parter dawno już za tobą, jest ciepło i bezpiecznie, są ludzie. co prawda mijają cię jedynie w pospiechu albo po prostu, korzystając z wind, gubią kolejne pietra i subpiętra, nie wiedząc nawet o ich istnieniu. ze wszystkich nieprecyzyjnych pojęć wyłania się potrzeba sprawdzenia. co jest wyżej? czym jest wyżej? czy wyżej istnieje, czy tylko pobłyskuje w polu widzenia, by zniknąć z następnym latem? więc znów wchodzisz, chociaż dawno nie masz już stóp. stop! rozwieszam piersi nad twoją twarzą. nie kusi mnie wenus. kusi mnie dach.








2014

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz