poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Nafhatun


 Li'an




czym dla mnie się staniesz
tym będę dla ciebie
jak pętla z korali oplotę ci szyję
ty nogi mi spętasz agalem
nie nimbem
i pognasz o zmierzchu na nagie pustynie

przejdziemy przez siebie
jak wielbłąd przez ucho
złorzecząc lub wielbiąc
i w myśl tej zasady
dopóki ty dla nas na każde skinienie
dopóty ja czarnym Hadżarem Al-Kaby

rozbrzmiewa ikama lecz woda wciąż sucha
zanurzę się w tobie niech Bóg mnie wysłucha


pod kwefem monolit
pod kwefem chimera
nie ciało nie dusza
minaret jedynie
od dawna nie klękasz
od wieków nie prosisz
a skrywa cię szczelnie
jak meczet w Medynie

i gdybym umiała oglądać bez oczu
uciekłabym zanim obrócisz mnie
w popiół



Zina



oko które patrzy ręka która czyni
cuda pokalane gwożdżą mnie przy tobie
w myślach smutni gońcy przez kwarcowe niwy
na kulawych osłach pędzą ku nagrodzie

isza mgłą naciąga kiedy w czterech ścianach
dłoń rozpamiętuje pełny kształt daktyla
obok tych co smaki z dawna znam i zapach
dla nich czas już przepadł słodka dżild przegniła

krąży ślepy goniec po piaszczystej niwie
wzdłuż jej nagich pleców piszę twoje imię




będę więc nagrodą zanim będę karą
nim jak daktyl uschnę
nim zostanie pestka
słodycz z ust przetoczę
prosto w nasze żyły
wierząc że choć kropla tej słodyczy przetrwa

kiedy śpię zmęczona szeptyliony zaklęć
cicho i sumiennie kują dla mnie klatkę




An-Nur




a co jeśli czterech powie że widziało
świeciliśmy za dnia w sukurs idąc słońcu
czterej nas powiodą pod sędziowskie loże
ostre jak Zulfikar z szyickich proporców

czy się wtedy zlękniesz czy niczym Aisza
z podniesioną głową staniesz pośród tłumu
co przez aklamację rozbić chciał kamieniem
światło między nami jakby dość miał cudów

li’an cztery razy wyznam że kochałem
piąty mnie przeszyje nim dokończę zdanie



słońce wzeszło cicho pnąc się po kryjomu
znów przespałam suhur - głód mnie nie nasyci
każdą chwilę skryję w ustach jak cyjanek
z podniesioną głową zaklnę na hadisy

w li’an cztery razy wyznam że kochałam
piąty przetrwam stojąc z prawdą na sztandarach






Dżalda



(chłosta)


tłum podbiega do niej
nie ma prawdy w łonie
wiemy ze zgrzeszyła
cierniem jest koronie

chociaż grzechy wyznał
to nie jego wina
krzyczy tłum na placu
winna jest dziewczyna!


sto uderzeń spadnie
jak bywało dawniej
wzdłuż jej nagich pleców
szariat skórę natnie




z brzuchem pełnym przeczuć
palę diabłu w piecu







2020

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz