noc puszcza oko gdzieś zza szyby
czarna od kawy i rozlanych
słów co na bieli schną jak gdyby
ktoś nieumyślnie je zostawił
łączą się w zdania bez spójników
gubiąc mnie ciebie jej naszego
nikt nie poskłada bo na styku
pękło już śladów nie dostrzegą
choćby szukali wbrew regułom
kontrargumentów za i przeciw
sile co każe dwom biegunom
jednym się stawać na krawędzi
pochowam resztki snu w aksamit
nocy nim słońca kir rozbłyśnie
cokolwiek czeka hen przed nami
musi się zdarzyć by zaistnieć
2012
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz