więc
prochem jesteś żywym ale prochem
kiedy
się kruszysz każda część ożywa
trochę
niemartwa albo martwa trochę
z
wiatrem się puszcza z dymem gna z komina
a przecież miły to dopiero zima
jeszcze nie groszki ani nawet róże
ledwie w zawilce śniegiem park wyszywa
czas jak anagram luty styczeń grudzień
powiedz
jak zebrać co na cztery strony
jak
spić te noce gdy się nie da do dna
z
ognia pozostał tylko mały płomyk
lichy
fundament zamieć w pył rozniosła
a przecież miły to dopiero wiosna
nie jest mi cieplej zimniej już nie bywa
i gubiąc płatki odejdź zniknij zostaw
roraty plozji w nowy wplatam stygmat
z
dłoni cię poślę za zieloną wodę
i
nie zostanie z ciebie nawet atom
nim
zdąży wybrzmieć zostaw zniknij odejdź
już
się po tobie pierwsze szlaki zatrą
a przecież miły to spóźnione lato
i niech nie minie jak ostatnim razem
gdy świat nas rozkradł jakby było łatwo
maleńką kroplą w twardej rzeźbić skale
wierzę
że myślę myślę że nie wierzę
ja
proch ty wiatrem dokąd mnie zaniesiesz
tam
nas nie znajdą tam możemy jeszcze
na
przekór światu światem być dla siebie
bo widzisz miły to nadchodzi jesień
w przyciężkich butach sukni tren kołysząc
czarnej od żalu choć nie czarnej przecież
i
właśnie ona burzą jest przed ciszą
2014
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz