pali
nas złe słońce skrzydła ważą tonę
a
ja ciągle wyżej wzbijam się i wyżej
ciebie
już tam nie ma ciebie już nie słyszę
to
kikuty ramion syczą skwierczą płonę
marne
mieć na zgubę jako i my sami
tyle
nam odgryzie z kromki kpiny platon
wieczór nas nakarmi snem bo tylko na to
czekać
będzie trudniej czego nie poznamy
coś
co we mnie żyje co się jeszcze liczy
poza
przekonaniem że to wszystko w imię
prawdy
cień niczego złapać chce za szyję
dławi
ością w gardle wielkim będąc niczym
nic
mnie nie nakręca jak mechanizm lalki
robię
kilka kroków w przód i jeden w przepaść
głupia
taka lalka głupia albo ślepa
myślisz
a tymczasem ona nadal patrzy
prosto i przed siebie chociaż żadnej drogi
droga
którą przyszłam dawno znikła z mapy
czas
się był zasiedział nie mam nic poza tym
czego
mi nie dałeś i nie nazwę moim
ciepła
taka przepaść najcieplejsza z trumien
biegnę
skaczę wpadam spadam lecę
frunę
2014
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz