poniedziałek, 10 listopada 2014

staying in






wirtualna kobieta. blog. kobieta czyta. blog byłby dla niej czytelny i jasny, gdyby nie chwytała się znaczeń na wyrost. błądzi. z każdą literą rośnie w niej złość,  kiełkuje w pole wątpliwości, w hektary pytań, których szybko nie zada. postanawia. kurczowo trzymając się ostatniej dostępnej maski, śmiało spogląda w lustro - pod dumą i hartem króluje herbicydowy ugór, samo życie. maska istnieje bez kobiety, ale kobieta nie potrafi już istnieć bez maski. inkrustowana próżnią, powtarza mam - i wierzy. zdejmijmy maskę. ponoć ból uszlachetnia. ale choćbyś przeniosła góry, nie oszlifujesz, nie oszlifujesz kamienia w diament. nie stajemy się przez to, że jesteśmy.

blog. niekończące się rozmowy to szczyty, które zdobywałyśmy nocami. kiedy wszystko zdawało się na wyciągnięcie ręki. kiedy padały słowa, które tak bardzo chciałyśmy słyszeć. im bardziej w coś wierzymy, tym większym wydaje się kłamstwo - nic, co ludzkie. świat karmi się banałem.


później przychodził dzień, kolejny dzień i następny. niby normalny, a jednak serca nie biły nam wolniej - coś się działo - niejasne przeczucie, że gdzieś tam, poza naszym zasięgiem, zachodzą zmiany, że noc była tylko mistyczną iluminacją. to te wzgórza, z których spadam za dnia.




2014

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz